sobota, 30 sierpnia 2014

Ulubieńcy sierpnia


Cześć Kochane! Nie mogę ciągle uwierzyć że to już koniec sierpnia! Ten miesiąc minął mi szybciej niż którekolwiek ostatnio. Najbardziej zasmuca mnie fakt, że lato o nas zapomniało (bynajmniej u mnie) i czuję nadchodzącą jesień. Zaczęłam rozglądać się za kurtkami, ciepłymi swetrami i botkami a tak naprawdę nie nacieszyłam się jeszcze japonkami, krótkimi spodenkami i neonowymi lakierami do paznokci. Tymczasem pogoda zmusza mnie do powrotu w szarości czernie i beże i chcąc nie chcąc muszę się z tym pogodzić. Obiecuje że dodam tutaj moją jesienną wish listę. A tymczasem zapraszam Was na mój kolejny wpis podsumowujący sierpień. Pisałam już o denku a teraz zapraszam na ulubieńców 8 miesiąca w roku. Jesteście ciekawe co zwróciło moją uwagę? Zapraszam do lektury !
Avene Cleanance woda oczyszczająca jest moim hitem tego lata. Nie mogę z niej zrezygnować w mojej codziennej pielęgnacji. Kupiłam ją w Bootsie korzystając z promocji i mam nadzieję że takich Sale będzie jeszcze wiele bo produkt jest naprawdę godny uwagi i chcę zatrzymać go przy sobie. Wodą Avene oczyszczam twarz po przebudzeniu, kiedy jestem w domu po pracy a także zmywam nią lżejszy makijaż. Nie podrażnia, nie uczula, nie zostawia zaczerwienień i co najważniejsze nie szczypie w oczy. Nie nadaje się do zmywania makijażu ale do takich rzeczy jest mi jej nawet szkoda. Świetnie tonizuje i odświeża i przygotowuje twarz do codziennej pielęgnacji.

Mleczko do mycia rąk z The Body Shop to hit zarówno mój jak i mojego chłopaka. Pachnie intensywnie (hmmm....podobno zawiera wyciag z olejka cannabis czyli z nasion marihuany), typowo dla tej serii. Kto z Was miał krem do rąk ten wie co mam na myśli. I o ile nie polubiłam sie z produktem do nawilżania dłoni, to mleczko do mycia podbiło moje serce. Zapach jest mniej intensywny, nie drażni mnie tak jak w przypadku kremu, a sam produkt fajnie oczyszcza dłonie. Skóra nie jest tempa w dotyku jak po zastosowaniu zwykłego mydła. Konsystencja mleczka jest miła i przyjemna dla skóry.  Polecam jeśli szukacie fajnej odskoczni od codzienniaków w żelu.


Squeeky clean - Żel w cudownym pinkowym cukieraskowym opakowaniu wyhaczyłam w Poundlandzie. Troszkę trąci tutaj podróbkami Soap & Glory sle alesą one tak wszechobecne w Anglii że nie mogłam się nie skusić. Żel za funta? W takim cukierasku? Ja nie kupię? Wiadomo że kupię! I nie żałuję. Pachnie cudownie, owocowo i słodko jednocześnie i ma świetny różowy kolor i gęsta konsystencję. Jest jak rozpuszczone landrynki upchane w jedną tubę. I na dodatek jest super wydajny. Zapach mógłby się utrzymywać troszkę dłużej na skórze ale jak na produkt z wszechobecnego "Funciaka" jestem zdecydowanie na tak! Myć myje i to najważniejsze.

W kolorówce u mnie jak zawsze skromnie, bez większych szaleństw. Dwie rzeczy zwróciły moją uwagę. 
Pierwszą z nich jest biały puder matujący z Essence. Ratuje mnie każdej sytuacji. Idealnie kamufluje problematyczne sfery i ratuje mnie przed błyskiem. Biały transparentny kolor fajnje dostosowuje się do mojej cery i zawsze mogę na niego liczyć. Znalazłam dwa małe minusy które jednak nie mają wpływu na jego działanie. Opakowanie mogłoby być lepszej jakości a sam produkt troszkę za bardzo się osypuje kiedy nabieram go na pędzel. Podkreślam że nie ma to jednak wpływu na efekt końcowy czyli brak błyszczenia się na nosie i czole a na tym mi zależy dlatego puder znalazł się na mojej sierpniowej liście.
Z czystej bieli przejdźmy do ostrego neonowego różu. Wybór padł na szminkę Superstay lipstick z Maybelline w kolorze Neon Pink i nie żałuję. Daje matowe wykończenie (nie polecam jej więc osobom, które mają usta podatne na wysuszanie) i ma dość tępą konsystencję. W moim przypadku sprawdza się jednak znakomicie. Utrzymuje się niesamowicie długo na ustach. Mogę jeść, pić wiem, że nie musze jej poprawiać, wszystko jest na miejscu. Z 14stoma godzinami producent na pewno przesadził, ale trwałość jest zaskakująco dobra i jestem z niej bardzo zadowolona. W sumie dzięki niej przekonałam się do intensywnego różu i jestem pewna, że zagości u mnie na dłużej!


Z dodatków poza kosmetycznych chciałam dorzucić wosk Yankee Candle Child's wish. Przeczytałam gdzieś, że istnieje liczba ludzi którzy wogóle go nie czują. Nie jestem tak w moim przypadku.  Uważam że zapach jest bardzo delikatny i przypadł mi niesamowicie do gustu. Nie wiem czy tak pachną marzenia dzieci, ale podejrzewam, że producent chciał dać nam do zrozumienia, że są bardzo lekkie, troszkę pachną trawą i malutkimi kwiatuszkami. Jeśli spodziewacie się czegoś intensywnego,to niestety zawiedziecie się na nim, ja jednak jestem na tak. Bardzo na tak. 


Spodobały Wam się moi ulubieńcy? Co znacie? 
Co znalazło się w Waszych?:)
Gotowi na wrzesień?

8 komentarzy:

  1. osobiście nie znam żadnego z tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale na pewno możesz mi polecić wiele innych ciekawszych :)

      Usuń
  2. Nie miałam niczego ale podobnie jak ty nienacieszyłam sie latem. Nie znosze tej szarugi i zimna. Makabra. Muszę sobie w końcu sprawić te woski choć tak umilić sobie życie

    OdpowiedzUsuń
  3. narobiłaś mi ochoty na tą pomadkę do ust !! :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mialam zadnego z Twoich ulubiencow, ale jako, ze nie przepadam za intensywnymi zapachami, mysle, ze ten wosk przypadlby mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. All about matt miałam w wersji sypkiej i bardzo sobie chwaliłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ciekawa jestem tego delikatnego zapachu :) ja mam nadzieję, że lato jeszcze choć na chwilę powróci ;)

    OdpowiedzUsuń